Historia mojego facemodelingu — holistycznie i z humorem;)
Oto historia mojego facemodelingu – „kinesiotaping” lat 90tych i holistyczna droga do piękna. Od kompleksów po akceptacje.
Kompleksy nastolatki
Jako dziecko nie mogłam pojąć, dlaczego na zdjęciach z kolonii wyglądałam, jakbym miała… dwie twarze. Z jednej strony ta słodka dziewczynka, z drugiej opuchnięta pyza. Nie poznawałam siebie, a to przysparzało mi tylu kompleksów i nie dawało spokoju.
Wraz z wiekiem nurtowało mnie to coraz bardziej. Marzyłam o kościach policzkowych wyraźnych jak u Brendy Walsh z kultowego Beverly Hills 90210 albo Kate Moss. No i te duże oczy… A co miałam? Pućki godne reklamy knedli.
Facemodeling lat 90tych
Nie poddałam się! Nie pamiętam, jak na to wpadłam, ale była to zdecydowanie moja autorska inwencja twórcza. Uwaga — moją metodą była gumka na głowie podczas snu, która miała „wyrzeźbić” kości policzkowe. Plus zwykłe plastry na powieki, żeby powiększyć oczy. Nie będę tego odtwarzać — wyobraźcie to sobie sami. Nie pamiętam, jak długo trwał ten proceder, ale na szczęście nie zrobiłam sobie krzywdy. Za to doskonale pamiętam minę mojej mamy, gdy mnie w tym anturażu zobaczyła — dość powiedzieć, że nie była zachwycona. To skutecznie mnie zdemotywowało.
Postanowiłam wyprzeć ten niewygodny fakt, jakim były pyzate policzki.
A może to ten gluten?
Później życie wrzuciło mnie na włoskie ścieżki i tam zetknęłam się z brutalną szczerością.
Kiedy moja twarz była opuchnięta, nikt nie owijał w bawełnę. Znajomi nie bawili się w eufemizmy — po prostu mówili na mnie palloncino, czyli balonik. Żadnego „może trochę spuchłaś” — po prostu balon. I wtedy padło podejrzenie. Jedna z moich koleżanek powiedziała pół żartem, pół serio: „Forse è la pasta…” — może to przez makaron?
Zaczęłam zmieniać dietę. Okazało się, że ograniczenie glutenu naprawdę zmieniło moją twarz tak bardzo, że ludzie zaczęli pytać, czy miałam operację. Nie miałam — to po prostu dieta, która zmienia rysy twarzy 😉
Z czasem zrozumiałam, że to nie była tylko zmiana produktów, ale zmiana podejścia. Moje talerze stały się bardziej różnorodne, kolorowe, pełne świeżości i świadomych wyborów. To już nie była dieta — to był nowy poziom odżywiania. Rodzaj uważności, która odżywia nie tylko ciało, ale też myślenie, samopoczucie i… twarz. Czysta psychodietetyka — choć wtedy jeszcze nie znałam tego słowa.
Stres, alkohol i kortyzol
Ale to nie wszystko. Z cienia wychylił się jeszcze jeden gracz — niepozorny, ale wpływowy: uzależnienie od adrenaliny. Podwyższony kortyzol. Tryb działania non stop. Praca w turystyce i hotelarstwie była wymagająca: szybkie tempo, adrenalina, ciągła gotowość. I choć uwielbiałam tę dynamikę — mój organizm miał na ten temat zupełnie inne zdanie.
Gdy nic się nie działo, czułam się nieswojo. To była dla mnie cisza przed burzą. A gdy zaczynały strzelać pioruny — ja byłam w swoim żywiole.
Kortyzol rósł, a ja dolewałam oliwy do ognia… czasem dosłownie. Kawa i alkohol stały się moimi cichymi wspólnikami. Grappa z espresso? Klasyk. A wieczorny kieliszek wina sprawiał, że stawałam się królową karaoke, ale rano… odbijało się to boleśnie na twarzy. Opuchnięcia, zmęczona cera, zatrzymana woda — błędne koło. Alkohol zatrzymywał wodę i rozmywał rysy. Twarz mówiła wszystko. Ja tylko długo nie umiałam tego odczytać.
Próbowałam walczyć sportem, ale niekoniecznie z głową. Siłowe treningi, crossfit, sztuki walki — myślałam, że im więcej wysiłku, tym lepiej. Tymczasem efekt był odwrotny. Jeszcze więcej kortyzolu, jeszcze więcej przeciążenia, a organizm coraz głośniej mówił: stop.
Zmiana priorytetów
Dopiero kiedy zrozumiałam, jak ważna jest regeneracja, wszystko zaczęło się zmieniać.
Dieta, ruch i odpoczynek — dopiero ta triada przyniosła realne efekty. Zamieniłam ekstremalne treningi na jogę, 5 rytuałów tybetańskich, basen, spacery. Zmieniłam też podejście do snu. Wcześniej myślałam, że to strata czasu — dziś wiem, że to najlepszy lekarz świata.
Wtedy po raz pierwszy trafiłam na masaż Tanaka — japońską technikę, która świetnie radzi sobie z obrzękami i modelowaniem twarzy. Mój codzienny rytuał trwa zaledwie 9 minut. Czasem tylko 3 (mikronawyki mają moc!). A działa jak reset, plus efekt psychologiczny zawarty w dotyku i czułości do siebie. Efekty były tak widoczne, że wciągnęłam się na dobre. Zaczęłam zgłębiać tajniki naturalnych metod liftingu i tak trafiłam na Kobido — prawdziwą perłę wśród masaży. To coś więcej niż technika. To rytuał obecności. To była moja pierwsza prawdziwa rozmowa z własnym ciałem. Bez słów — przez dotyk.
Wróciłam do śpiewania — i tu mam swoją teorię: śpiew to naturalny facelifting. Ćwiczy mięśnie twarzy, poprawia krążenie, reguluje oddech i… naprawdę odmładza. A do tego wpływa na emocje. To był mój sposób na bezpieczne rozładowanie emocji.
Załączam zdjęcia — kiedyś vs. dziś. 25 lat różnicy, może 2 kg mniej… a efekt? Co się zmieniło?
Podejście do siebie. Zrozumienie emocji. Więcej samoakceptacji. Może to magia portalu czterdziestki? A może po prostu życie, doświadczenia, emocje. Może mniej w niej słodyczy — ale zdecydowanie więcej prawdy.
Woda, emocje …wnioski
A może zatrzymana woda to nie tylko kwestia fizjologii — może to zatrzymane emocje? Twarz jest naszym lustrem. Gdy w środku brakuje przestrzeni, przepływu, łagodności — skóra i mięśnie to pokazują.
I choć próbowałam wielu technik i odkryłam wiele narzędzi, wiem, że one działają… ale wciąż jesteśmy w drodze. Dziś jestem na etapie dążenia do miękkości, łagodności i pielęgnowania wewnętrznego spokoju. I wiem jedno: twarz opowiada o tym najlepiej.
Moja twarz nauczyła mnie innego sposobu patrzenia na świat — że świat wewnętrzny i zewnętrzny to jedna całość.
Dobra pielęgnacja, która oczyszcza twarz, to dla mnie dziś za mało. Równie ważna jest detoksykacja myśli, które obniżają nasze poczucie wartości i odbijają się na skórze. Dla mnie to teraz klucz do prawdziwego piękna — równowaga między tym, co w nas, i tym, co na zewnątrz.
—
Zmagasz się z obrzękami, cieniami, napięciem w twarzy?
Masaż Kobido potrafi dołożyć swoją cegiełkę. Przywraca naturalne napięcie mięśni, odpręża, ujędrnia.
To relaks, który widać na twarzy. Porządkuje więcej niż rysy twarzy, bo gdy ciało odpuszcza — umysł podąża za nim. Przejdź do rezerwacji: https://www.kobidobyolimpia.pl/kobido-rezerwacje/#booksy
